• :
  • :

Wiadomości

W poprzedni weekend w Szemudzie i jego okolicach zorganizowano ekstremalny rajd na orientację HARPAGAN. Baza rajdu znajdowała się w Zespole Szkół Podstawowych.

 

HARPAGAN TR 50 to 6-godzinne zmagania rowerzystów na trasie, która tym razem poprowadziła lasach Wejherowskich. Do walki o zaszczytny tytuł Harpagana przystąpiła także i nasza grupa Rowerowe Kaszuby. Na trasie można było spotkać zawodników z najwyższej półki rajdów pieszych, MTB, AR. Są też zwykli-niezwykli ludzie, którzy bez tej przygody żyć nie mogą,tak jak my. Ta forma spędzania wolnego czasu przeznaczona jest dla każdego, kto ma ochotę na sprawdzenie swoich sił w terenie. Przygody, które tym razem nas spotkały, zaskoczyły nawet nas.

 

Już od pierwszych kilometrów zaczęły się awarie, najpierw Bartek złapał gumę a potem słychać były wystrzały i Seba został już bez powietrza...i bez hamulców. Ogromna dziura w oponie nie pozwalała na kontynuacje naszej wyprawy, ale nasze dzielne chłopaki Robert i Bartek znaleźli patent i na to. Ale w dalszą drogę Seba udał się bez tylnego hamulca.

 

Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom trasa okazała się nie taka straszna, pogoda nie najgorsza a humory wspaniałe, tak więc nawet zabawa była przednia. Jakoś tym razem nie trafialiśmy tak precyzyjne we wszystkie punkty, ale za to współpraca panująca w grupie okazała się precyzyjna. Każdy tak naprawdę tego dnia miał jakieś ważne zadanie do wykonania, ta grupa ośmioosobowa tego dnia okazała się naprawdę zgrana.

 

Po znalezieniu 10 punktu, pogoda się znacznie pogorszyła, a na kolejnych kilometrach znów było słychać wystrzał. Dziura w oponie była ogromna, ale i tym razem nasi niezawodni mechanicy Bartek i Robert poradzili sobie z tym problemem, nawet pod presją czasu. Wszyscy z grupy bardzo sprężali się by razem wrócić na metę. Zdecydowaliśmy ominąć trze punkty, bo w komplecie nie dali byśmy radę dojechać na metę. Niestety zaraz po wyjeździe na drogę asfaltom, było słychać trzeci strzał i już nie udało się tego naprawić, bo nie było czego naprawiać. Do zamknięcia trasy pozostało zaledwie 15 minut , więc nie było za dużo czasu, a na pewno Sebie nie uda się dostać do mety na pieszo. Moja decyzja była natychmiastowa, do mety docieramy razem, nikogo nie zostawiamy. Seba dostał rower Roberta, Robert pojechał rowerem Bartka, Grześ wziął rower Seby, a ja wzięłam Bartka, który został bez roweru. I takim to sposobem udało nam się dotrzeć wspólnie do mety, o czasie a bardzo dobrym wynikiem.


 

NL

 





Powrót do aktualności


Partnerzy