• :
  • :

Wiadomości

Niedziela rano na termometrze -7, wyruszam autem do Grzybna gdzie mam sie spotkać z Basią i Asią. Temperatura -5 robi się coraz cieplej jedziemy na miejsce startu pod wieżę Kaszubskie Oko. na miejscu jesteśmy troszkę po 9-wiatej na dworze -1 z wiaterkiem. A wiec mimo złych prognoz nie jest źle w trasie okazuje się że w słońcu nawet mamy +5, więc jedzie się zupełnie przyjemnie.

 

Startujemy w kierunku Gniewina, na chwilę zatrzymujemy się przy kolejnych Stolemach na małe selfi. Skręcamy na drogę z płyt , tutaj na chwilę zatrzymuje nas widok pędzących kuperków sarenek, mijamy Strzebielinko i teraz gruntowa droga przemykamy pomiędzy polami, jest piękne słońce, mija nas jakaś motorynka jesteśmy w Toliszkach. Tutaj na północ jedziemy dalej gruntówka która miejscami zmienia się w drogę na pole, pierwsza myśl chyba za szybko skręciłem, ale ważne że kierunek się zgadza najwyżej zrobi się później korektę. Jednak korekty nie trzeba okazuje się że to właściwa droga na Brzyno. za Brzynem trafiamy na piękny widok jeziora Żarnowieckiego, i znów postój pogoda sprzyja miejsca ciekawe więc zatrzymujemy się bardzo często. Kolejne postoje to cała masa różnych mostków śluz na kanałach jakie dopływają i wypływają do Jeziora żarnowieckiego.

 

Na chwilę opuszczamy nieuczęszczana drogę, żeby kawałek pod wiatr przemierzyć na 213-nastce dojeżdżając do rzeki Piasnica, teraz ona wytycza nam szlak w kierunku Morza, Koło miejscowości Dmuchowo trafiamy na mostek z zakazem przejazdu, most uszkodzony jak sie okazuje od dłuższego czasu, na szczęście da się go przejść, Mkniemy dalej w kierunku Morza a że się zbliża widać po wyrastających jak grzyby po deszczu domkach letniskowych. Wjeżdżamy w las i koło Dworku na najbliższe wejście na plażę u ujścia Piaśnicy. Na chwilkę zatrzymujemy się na plaży, jednak wiaterek mówi że trzeba jechać dalej. Basia teraz zapytuje przechodniów , których o dziwo jest bardzo sporo o jakiś otwarty lokal, na szczęście każdy mówi że wszystko zamknięte, Mkniemy główna arterią Dębek skręcamy na Odargowo i masz trafiamy na otwartą restaurację. Nie ma zmiłuj Basia głodna nie odpuści, więc się zatrzymujemy. W środku przytulna z kominkiem sala i jak to bywa w większości nadmorskich lokali pełno rożnych rzeczy związanych z morzem. Jest też akcent rowerowy na suficie wisi stary rower. Zamawiamy Żurek i naleśniki, Właściciel porusza się po lokalu z papugą na ramieniu, Basia próbuje się z nia oswoić , ale na nic się to zdaje ramie właściciela najważniejszym miejscem. Jedzonko pyszne, ale też jak zauważa Asia mimo że trochę tutaj siedzimy, nie za dużo rozmawiamy bo prawie od początku każdy zagłębił się w swojej komórce. Zartując odpowiadam jej żeby napisała do mnie na Fejsbuku to jej odpowiem. Takie czasy. Po takim jedzonku jak zawsze ciężko się ruszyć.

 

Na początek asfalt który opuszczamy trochę za miejscowością. Jak do tej pory większość drogi była z górki, albo płaska. Teraz na wjeździe do żarnowca czekają nas pierwsze drobne podjazdy z piachem na szczęście dość zmarzniętym. Zatrzymujemy się koło Klasztoru Benedyktynek. Po czym dalej polna drogą ruszamy do Lubkowa najpierw pod górkę potem całym pędem do centrum z górki. Tutaj szukamy pomostu, i na chwile zawieszamy oko na jezioro żarnowieckie miejscami skute przy brzegu lodem. Basia kombinuje z słupkami z gniazdkami prądu zastanawiając się czy by tu nie można naładować komórki. Na otwartej przestrzeni działa tez nasz wiaterek, wiec za długo nie ma co tutaj siedzieć, po serii zdjęć ruszamy dalej w drogę, na chwilę zatrzymując się przy kolejnym pomoście. Teraz wpadamy w strefę budowli po elektrowni Atomowej, Jeszcze na chwilę zatrzymujemy się przy jeziorze, za chwilę ostatnia górka, ale nie byle jaka. Jeszcze przed podjazdem zatrzymujemy się przy elektrowni szczytowo- pompowej. Rury o takiej średnicy robią zawsze wrażenie, bez selfi sie nie obejdzie. Ruszamy sprawdzamy czy da się podjechać droga techniczną koło zbiornika, niestety obowiązuje tam zakaz wjazdu.

 

Cóż wycofujemy się i jedziemy kawałek dalej równoległą drogą. Ostatni podjazd, najtrudniejsza górka po szosy na Pomorzu. 2km o średnim nachylę 9% miejscami na 100m odcinku pochylenie wynosi ponad 18%. Cyfry robią wrażenie, Nasze gazele Basia i Asia pomknęły do góry, a ja zostałem z tyłu mozolnie wspinając się na prawie najmniejszym przełożeniu. Teraz żurek z naleśnikami przewracał mi się w żołądku. Basia postanowiła zawrócić z góry i na końcówce mi potowarzyszyć, Serce wali jak dzwon, po wjeździe na górę jeszcze przez 200 metrów jadę sobie na tych samych przełożeniach żeby ustabilizować rytm. 125kg daje znać o sobie. I tutaj właściwe kończymy naszą wycieczkę, pakujemy rowery i piknikujemy, przy ciepłej herbacie i kawie, oraz ciastach które na tą okazje upiekła Basia. Niedługo kolejne wypady po okolicy Choczewa.

 

SG





Powrót do aktualności


Partnerzy