• :
  • :

Wiadomości

Każdy weekend w który możemy jeździć na rowerze to dla nas dar. Gdy zdrowie i towarzystwo dopisuje nic więcej nie potrzeba nawet błękitu nieba. Rower to jest to co sprawia nam najwięcej radości.

 

W sobotę jak zawsze ćwiczyliśmy technikę w gaju, a zwieńczeniem pracy był wjazd na „kapliczkę”. Nie długa choć bardzo wyczerpująca trasa dała popalić nawet najbardziej zaprawionym w boju rowerzystą. Praca nad techniką jest naprawdę wyczerpująca, nie chodzi tu o przejechane kilometry ale w jaki sposób je pokonamy. Ciężka praca podobno się opłaca przekonamy się już wkrótce.

 

Niedziela to wjazd na wszystkie najwyższe i najtrudniejsze wzniesienia w okolicy. Pomimo wietrznej pogody udało nam się wykręcić 46 kilometrów. W czwórkę ruszyliśmy na podbój wzgórz szymbarskich. Na spokojnie bez pośpiechu, górka po górce, wjazd i zjazd. Na Wieżycy krótka przerwa na banana i technicznym zjazdem w dół. Jako jedna z ostaniach Jastrzębia Góra za którą są kolejne cztery techniczne podjazdy, które są jedne z moich ulubionych. Na sam koniec błotny podjazd i ostanie 8 kilometrów i jesteśmy w domu. Tak rozpoczęta niedziela jest dla mnie najlepsze zakończenie rowerowego weekendu.

 

NL





Powrót do aktualności


Partnerzy